środa, 27 sierpnia 2014

Twoje sekrety nie są już bezpieczne. - A.

źródło:
Tytuł: Pretty Little Liars. Kłamczuchy
Autor: Sara Shepard
Tłumaczenie: Borowski Mateusz
Tytuł oryginału: Pretty Little Liars
Seria/cykl wydawniczy: Pretty Little Liars tom 1
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 22 sierpnia 2011
Liczba stron: 288

   Witajcie w Rosewood, mieście, w którym nic nie jest takie na jakie wygląda. Poznajcie też z pozoru zwyczajną piątkę przyjaciółek: Arię, Spencer, Hannę, Emily i oczywiście Alison. Pewnego zwyczajnego wieczoru pod koniec lata, jedna z nich, Alison, ginie bez śladu. Oznacza to początek końca przyjaźni dla pozostałych. Jednak gdy wszystkie zaczynają otrzymywać niepokojące smsy  z treścią ich najbardziej strzeżonych sekretów i tajemnic znów zaczynają się do siebie zbliżać.

Sięgnęłam po tą powieść, dlatego że oczekiwałam od niej, że będzie miła i lekka do przeczytania w krótkim czasie. Nie zawiodłam się, ponieważ 1 tom przygód Arii, Emily, Hanny i Spencer połknęłam w dwa popołudnia. To zdecydowanie książka rozrywkowa i niewymagająca wiele od czytelnika. 

Autorka wprowadza nas w życie czwórki nastolatek z Rosewood. Umiejętnie dzieli przez ich osoby narrację, sprawnie nią  żonglując. Sara Shepard dołożyła też wielu starań by główne bohaterki były wyraziste i oryginalne. Mogę rzec, że każda z nich różni się od drugiej jak ogień i woda, nie ma w nich tych samych cech charakteru. Podoba mi się ten zabieg, ponieważ różnym czytelnikom przypadną do gustu różne typy osobowości. Ja osobiście najbardziej lubię Spencer i trochę mniej Arię, ale jakoś nie mogę w ogóle przekonać się do Hanny i Emily.

Prawdopodobnie gdybym nie widziała serialu, fabuła powieści wydawałaby mi się o wiele bardziej nurtująca, nadal jednak doceniam wkład pisarki. Bądź co bądź fabuła jest dosyć niecodzienna. 
Akcja powieści toczy się w dobrym tempie, potrafi zaskoczyć i to nie raz. Miłym urozmaiceniem są sms-y od A. oraz zmiana punktu widzenia między dziewczynami, o której pisałam wyżej. 

Styl Shepard jest prosty, ale wcale nie koli to w oczy. Takiego typu książce odpowiada taki język. Przyspiesza on również czas czytania a także zachęca do sięgnięcia po kolejny tom. Co ciekawe Kłamczuchy mają w sobie pewien magnetyzm, który nie pozwala odłożyć nam książki dopóki nie dobrniemy do ostatniej strony.

Pierwsze spotkanie z serią Pretty Little Liars uważam za całkiem udane, ale mam nadzieję, że kolejne będą lepsze. Myślę, że te powieści będą idealnymi przerywnikami między lekturami czy cięższymi książkami. 

Jeszcze do Was powrócę! - A.

Moja ocena: 8/10

Co sobie poczytuję?

     Jakoś nie potrafię ogarnąć faktu, że kończą się wakacje. Po prostu mi to jakoś nie idzie. Jak to możliwe, że skończy się czas wielkiego lenistwa i nicnierobienia? Za rogiem już czeka matura i groźnie się uśmiecha kradnąc czas i dobre samopoczucie. Będzie ciężko, ale postaram się cieszyć ostatnimi dniami lata jak najlepiej. 

Nie było mnie trochę w domu, ale już na dobre wróciłam. Bardzo dużo rzeczy skumulowało mi się na raz i zabiera mi czas, ale mam nadzieję, że powrócę do częstego blogowania. Dzisiejszej nocy chciałabym Wam przedstawić powieści, które aktualnie stoją na mojej półce "Teraz czytam".

źródło:
1. "19 razy Katherine" - John Green - od dawna zarzekam się, że ją przeczytam,a nadal stoi na półce, muszę tylko znaleźć czas, żeby nad nią przysiąść i wtedy pójdzie gładko, pewnie skończy się tym, że będę ją czytała dopiero jak zacznie się szkoła, tak na dobry początek. :)
Opis: "Colin Singleton gustuje wyłącznie w dziewczętach o imieniu Katherine. A te zawsze go rzucają. Gwoli ścisłości, stało się tak już dziewiętnaście razy. Ten uwielbiający anagramy, zmęczony życiem cudowny dzieciak wyrusza w podróż po Ameryce ze swoim najlepszym przyjacielem Hassanem, wielbicielem reality show Sędzia Judy. Chłopcy mają w kieszeni dziesięć tysięcy dolarów, goni ich krwiożercza dzika świnia, ale za to nie towarzyszy im ani jedna Katherine. Colin rozpoczyna pracę nad Teorematem o Zasadzie Przewidywalności Katherine, za pomocą którego ma nadzieję przepowiedzieć przyszłość każdego związku, pomścić Porzuconych tego świata i w końcu zdobyć tę jedyną. Miłość, przyjaźń oraz martwy austro-węgierski arcyksiążę składają się na prawdziwie wybuchową mieszankę w tej przezabawnej, wielowarstwowej powieści o poszukiwaniu samego siebie."

źródło:
2. "Harry Potter i Kamień Filozoficzny"- J. K. Rowling - powoli kolejny raz zagłębiam się w świat Harry'ego i muszę przyznać, że to czysta przyjemność, wszystko nadal wydaje się takie magiczne i fantastycznie i człowiekowi robi się milej, gdy sięga po dobrą i sprawdzoną lekturę.
Opis: "Harry Potter to sierota i podrzutek, od niemowlęcia wychowywany przez ciotkę i wuja, którzy podobnie jak ich syn Dudley traktowali go jak piąte koło u wozu. Pochodzenie chłopca owiane jest tajemnicą, jedyna pamiątka z przeszłości to zagadkowa blizna na jego czole. Skąd jednak biorą się niesamowite zjawiska, które towarzyszą nieświadomemu niczego Potterowi? Wszystko wyjaśni się w jedenaste urodziny chłopca, a będzie to dopiero początek Wielkiej Tajemnicy..."






źródło:
3. "Złodziejka książek" - Markus Zusak - czuję, że nadszedł ten moment, w którym mogę całkowicie się poświęcić tej książce, tak jakoś czuję. Nie wiem czy to sprawa zmieniającej się pogody i spadku temperatur, ale myślę, że ogólna aura sprzyja czytaniu tej powieści.
Opis: "Liesel Meminger swoją pierwszą książkę kradnie podczas pogrzebu młodszego brata. To dzięki „Podręcznikowi grabarza” uczy się czytać i odkrywa moc słów. Później przyjdzie czas na kolejne książki: płonące na stosach nazistów, ukryte w biblioteczce żony burmistrza i wreszcie te własnoręcznie napisane… Ale Liesel żyje w niebezpiecznych czasach. Kiedy jej przybrana rodzina udziela schronienia Żydowi, świat dziewczynki zmienia się na zawsze…"




źródło:
4. "Intryga małżeńska"- Jeffrey Eugenides - jak wyżej, nadeszła po prostu dobra pora.
Opis: "Jak daleko się posuniesz, aby stworzyć siebie?
Uzależnić można się od wszystkiego.
Tych troje uzależniło się od siebie.
Amerykańska rewolucja seksualna właśnie dobiegła końca. Podobnie jak czas nauki w college’u dla Madeleine, Leonarda i Mitchella. Ona jest piękną buntowniczką, która odcina się od rodziny i poszukuje spełnienia w miłości. Oni pragną spełnić się dla Madeleine. Leonard to uosobienie szaleństwa, niepokorny geniusz. Mitchella pociągają religie Indii i kultura Europy – wyjeżdża tam w poszukiwaniu sensu istnienia. Zaplątani w sieć wzajemnych relacji, w długich rozmowach i pasjonujących lekturach, między jedną a drugą imprezą próbują tworzyć siebie i określać swoje miejsce w życiu. Nie znają swoich motywacji i nie wiedzą, dokąd dotrą, ale podejmują decyzje, które zaważą na całej ich przyszłości."

A jakie Wy wybraliście lektury na te ostatnie dni wakacji? 

środa, 20 sierpnia 2014

Jaki ze mnie jest ten czytelnik - Jestem molem książkowym Part I

     Swego czasu bardzo dużo blogerów pisało o swoich nawykach czytelniczych. Pomyślałam sobie, że i ja mogłabym to zrobić.

Więc jakim jestem czytelnikiem? 

źródło:
Nadal staram się siebie rozgryźć, ponieważ jako czytelnik nie mam określonego gatunku, który lubię czytać. Podoba mi się różnorodność w doborze lektur. Dlatego też czasem klasyka, potem mroczny kryminał poganiany przez lekkie fantasy i tak w kółko. Wiem jednak czego unikam, nie podobają mi się książki na bazie życiowych historii, albo osadzone w krajach arabskich. Jakoś nie potrafię zagłębić się w tamtejszą kulturę i obyczajność. Omijam także sławne romanse Daniele Steel i serie powieści sprzedawane w kioskach. Raz wzięłam coś takiego do czytania i nie zdzierżyłam nawet połowy.

Jak się miewają moje molowe nawyki czytelnicze?

Lubię mieć ładne zakładki, bo wtedy czuję, że to czytanie jest takie pełne, ale gdy ich nie mam wystarczy bilet autobusowy, z kina, teatru czy opery, co ostatnio jest u mnie na porządku dziennym. Rzadko mi się zdarza bym nie zakładała strony, dlaczego? Powód jest prosty. Najczęściej czytam około 3 książki na raz i pogubiłabym się gdybym nie zaznaczała gdzie skończyłam czytać. 
Gdy jeżdżę autobusem nie lubię gdy kończę w połowie strony, bo potem nie pamiętam, na którym akapicie skończyłam lekturę.
Ponadto nie zaginam rogów, i nie znoszę plam po jedzeniu czy piciu na stronach. Denerwuje mnie także, gdy wypożyczam wolumin z biblioteki a on pachnie jak stara popielniczka. Kiedyś wypożyczyłam "Śniadanie u Tiffany'ego", które przesiąknięte było kadzidełkami, od których kręciło mi się w głowie i musiałam przerwać czytanie. Lubię natomiast podkreślać ulubione fragmenty ołówkiem, albo zaznaczać strony kolorowymi karteczkami. Zawsze uśmiecham się gdy w wypożyczonej książce ktoś coś podkreślił, pozwala to na spojrzenie na daną powieść z innej perspektywy, a także na czytanie z większą uwagą, bo dlaczego właśnie ten fragment komuś się tak bardzo spodobał?

Kiedy kupuję książkę to..

- ją wącham, oczywiście jeśli jest nowa, bo te starsze nie mają tak przyjemnego zapachu. Lubię też hmm jak by to nazwać, otworzyć okładki i je tak wygładzić? Jeśli ktoś to robi to na pewno się zorientuje o co mi chodzi, ;)
- zawsze mam lepszy humor, zwłaszcza jeśli wyłapię jakąś okazję, albo upoluję coś naprawdę dobrego w antykwariacie,
- fajnie na nią popatrzeć jak stoi na półce wśród innych, zwłaszcza jeśli uda mi się skompletować jakąś serię.

* O tym jak, gdzie i kiedy czytam będzie inny post. Planuję też napisać o tym kiedy znaleźć czas na czytanie w roku szkolnym. Zostałam do tego zainspirowana przez booktuberów.

A jak Wy czytacie??

wtorek, 19 sierpnia 2014

Pierwsze spotkanie z Geraltem

źródło:
Tytuł: Ostatnie życzenie
Autor: Andrzej Sapkowski
Wydawnictwo: superNOWA
Data wydania: 27 grudnia 2010
Liczba stron: 288     
     
    Za Wiedźmina miałam zabrać się od dłuższego czasu, szczerze mówiąc, bardzo dłuższego czasu ;) Na szczęście "Ostatnie życzenie" czyli I tom sagi o Wiedźminie mieścił się w kryteriach ReadWeeku, dlatego czym prędzej wzięłam się z jego lekturę.
Opis: "Później mówiono, że człowiek ów nadszedł od północy, od Bramy Powroźniczej. Nie był stary, ale włosy miał prawie zupełnie białe. Kiedy ściągnął płaszcz, okazało się, że na pasie za plecami ma miecz. Nie było w tym nic dziwnego, w Wyzimie prawie wszyscy chodzili z bronią, ale nikt nie nosił miecza na plecach niby łuku czy kołczana. Białowłosego przywiodło do miasta królewskie orędzie: trzy tysiące orenów nagrody za odczarowanie nękającej mieszkańców Wyzimy strzygi. Takie czasy nastały. Dawniej po lasach jeno wilki wyły, teraz namnożyło się wszelakiego paskudztwa – gdzie spojrzysz, tam upiory, strzygi, bobołaki plugawe, bazyliszki, diaboły, żywiołaki, wiły i utopce. Tu nie wystarczą zwykłe czary ani osinowe kołki. Tu trzeba profesjonalisty. A przybysz z dalekiej Rivii takim profesjonalistą jest. To wiedźmin Geralt, mistrz miecza i magii, mutant zaprogramowany, by strzec na świecie moralnej i biologicznej równowagi."
Jak przypadł m do gustu Wiedźmin? Prawdę mówiąc na początku miałam lekki mętlik w głowie. Powieść zaczyna się bez żadnego przedstawienia postaci czy świata. Na dodatek przygody Geralta łączą i mieszają się ze sobą zaburzając czytelnikowi chronologię. Sapkowski miesza czas jak mu się podoba, zostawiając czytającego z lekkim zawrotem głowy. I to mi się niekoniecznie podobało. Jednak "Ostatnie życzenie" to dobra książka. Mogę chyba nawet zaryzykować stwierdzenie, że to bardzo dobra książka i dobre fantasy, bo cóż tu dużo mówić na fantasy znam się tyle co na grze na oboju. Ale podobało mi się to i po zakończeniu I tomu od razu zabrałam się za drugi.

Sapkowskiego charakteryzuje język prosty, ale też w pewien sposób lekko poetycki. Jeśli już się dobrze zapozna ze światem Wiedźmina i poukłada sobie wszystkie informacje w głowie, to książkę czyta się z przyjemnością i to całkiem szybko. Świat stworzony przez pisarza jest bogaty a i sama postać Wiedźmina jest bardzo dobrze skonstruowana. Po dłuższym czasie lektury myślałam, że wiem z jakiej gliny ulepiony jest Geralt i, że mogę przewidzieć jego zachowania, lecz nic z tego! Bardzo też polubiłam postać Jaskra, przyjaciela Wiedźmina. Jest on na swój sposób zabawny i wprowadza lekki humor do powieści. 
Doceniam też gry słowne stosowane prze Andrzeja Sapkowskiego, a jeśli nie wiecie to ja uwielbiam gry słowne, jeszcze bardziej jeśli występują w powieściach i nie są one pokazane czytelnikowi wprost.

Ogólnie rzecz biorąc pierwsze spotkanie z Geraltem zaliczam do bardzo udanych, mam nadzieję, że będzie ich więcej. Podobała mi się zmiana gatunku, była to miła odmiana w czytaniu, choć wiem, że to nadal nie jest mój ulubiony gatunek. Książkę polecam wszystkim, którzy lubią fantasy, choć pewnie tę pozycję już znają, ale także tym, którzy szukają kawałka dobrej polskiej literatury.

Moja ocena: 7/10

* opis i okładka pochodzą ze strony lubimyczytac.pl

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Dzień 7 ReadWeeku i podsumowanie!

    To już niestety koniec, ale na pewno nie koniec z czytaniem! Akcja ReadWeek dobiegła już końca. Jestem zadowolona, że wzięłam w niej udział, ponieważ dzięki niej nabrałam chęci do czytania jak najwięcej książek. Zaświtał mi też pomysł kursu szybkiego czytania. Zanim jednak przejdę do podsumowania całej akcji został mi do omówienia jeszcze dzień 7. Jak wypadł?

   Nie najgorzej, myślałam, że będzie lepszy, ale jednak zmęczeni dało mi się we znaki. Dnia 7 przeczytałam do końca "Ostatnie życzenie" Andrzeja Sapkowskiego (recenzja wkrótce), to jest przewertowałam 59 stron oraz zakończyłam lekturę "Krzysztofa" według Aleksandra Minkowskiego, czyli przerzuciłam 132 strony. Na dodatek uszczknęłam 10 stron z "Harrego Pottera i Kamienia Filozoficznego" J. K. Rowling, a także 19 z "Pani Bovary" Gustawa Flauberta. Razem stron było 220. Do tego miałam plan przeczytać "Kłamczuchy" Sary Shepard, ale niestety poległam.

Tak wyglądała niedziela, jak więc wygląda podsumowanie całego tygodnia?

Udało mi się przeczytać 2 książki: "Ostatnie życzenie" Andrzeja Sapkowskiego i "Krzysztofa" Aleksandra Minkowskiego. Obie książki mają coś czerwonego na okładce i  są pióra polskich autorów. Ponadto "Krzysztof" to książka o grubości poniżej 200 stron. Do tego przeczytałam pół I tomu Harry'ego Pottera.
Pozaczynałam też kilka innych książek, ich tytuły znajdują się w podsumowaniach poszczególnych dni. 
W ciągu tygodnia przeczytałam łącznie 662 strony. Wyznam Wam szczerze, że marzył mi się wyższy wynik, ale to i tak więcej niż normalnie czytam w ciągu tygodnia.

Moim założeniem było by czytać 395 stron dziennie i na koniec akcji mieć przeczytanych 2763 strony. Jak wygląda rzeczywistość? Jak wspomniałam wyżej przeczytałam 662 strony czyli ok. 95 stron na dzień. Jestem w miarę usatysfakcjonowana tym wynikiem.

Co prawda liczyłam na to, że dam radę przeczytać więcej, jednak z przykrością zauważyłam, że coraz wolniej czytam i sporo rzeczy mnie rozprasza.

Mimo to bardzo się cieszę, że wzięłam udział w moim pierwszym ReadWeeku, mam nadzieję, że kolejny będzie dla mnie bardziej łaskawszy i będzie obfitował w więcej wolnego czasu.

niedziela, 17 sierpnia 2014

Sekretne życie pszczół

źródło:
     Z tym tytułem zetknęłam się po raz pierwszy w bibliotece, jednak nie przeczytałam tej książki. Później dowiedziałam się z recenzji, że powstał na jej bazie film. W piątek nadarzyła się okazja, żeby go wreszcie obejrzeć. Siedząc i krojąc różnorakie warzywa zanurzyłam się w piękną opowieść umiejscowioną w latach 60 dwudziestego wieku.
Opis: "Ekranizacja powieści Sue Monk Kidd, która od kilku lat nieprzerwanie utrzymuje się na światowych listach bestsellerów. Początek lat 60-tych XX wieku, małe prowincjonalne miasteczku na południu Stanów Zjednoczonych. Po śmierci matki czternastoletnia Lily Owens mieszka na farmie z ojcem, który nie potrafi zapewnić jej należytej opieki. Wraz z czarnoskórą nianią dziewczynka ucieka z domu i wyrusza w świat, by odnaleźć swoje miejsce."
Film "Sekretne życie pszczół" to słodko-gorzki obraz życia społecznego w Stanach Zjednoczonych. Nadal panuje tam segregacja ludności ze względu na kolor skóry, ludzie są nieprzyjemni i zapomnieli o zwykłej ludzkiej życzliwości. Może nie do końca dobrym było pokazanie, że żaden prawie, biały człowiek nie był dobry. Od razu można było to wyczuć. Jednak opowieść przyciąga uwagę widza od pierwszych chwil.

Film jest w zasadzie historią przełomu w życiu Lily. Po porzuceniu ojca wraz z Rasaleen trafia do domu August Boatwright, która produkuje miód. To tutaj uczy się wielu rzeczy o przyjaźni, miłości i smutku, a także o przebaczeniu. Z zahukanej dziewczynki wyrasta na odważną i dojrzałą nastolatkę. Wszystko to oprawione jest w dobrą muzykę i świetne kadry oraz w dobre dialogi. Dużym plusem są odnośniki do pszczół i ich... życia i zachowań. 

źródło:
Moim zdaniem "Sekretne życie pszczół" jest dobrym filmem na słoneczne popołudnia i leniwe dni. To film z pełną paletą emocji w dobrej oprawie. Osobiście przepadam za latami 60, dlatego też ten film tak szybko zjednał sobie moją sympatię.
Na pewno w niedługim czasie sięgnę po powieść, bo co tu dużo ukrywać, na pewno jest lepsza niż jej ekranizacja.

Moja ocena: 8/10

*źródło opisu: filmweb.pl