sobota, 13 grudnia 2014

Całkiem, całkiem pokaźny stos

     Ostatnio poczułam wielką ochotę powypożyczać dużo książek i zająć się czytaniem, tak na poważnie, czego od dana nie robiłam. Pomyślałam sobie również, że w tym roku zamiast oglądać kolejny raz te same filmy będę czytać i tego zamierzam się trzymać. A co najlepsze w tym stosiku to to, że to nie cały. Przed świętami pojawi się jeszcze małe co nieco.

Jak wspomniałam przywędrowało do mnie sporo książek bibliotecznych, a oto i one:

Widok całości bibliotecznej, bo tak całkowicie wszystko się nie zmieściło
Dlatego, że prawie nic nie widać na zdjęciu całościowym postanowiłam zrobić zbliżenia. Od góry:


- "Opowieść podręcznej" - Margaret Atwood - od dawna coś mi podpowiadało, żeby sięgnąć po książkę tej pisarki, która jest bardzo mocno zachwalana.

- "Wielcy zdrajcy. Od Piastów do PRL" - Sławomir Koper - wydała mi się bardzo ciekaw i myślę, że z racji zdawanej historii nie zaszkodzi.

- "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął" - Jonas Jonasson - przyszła nareszcie kolej na jakąś skandynawską powieść, z opisu wydaje się być lekką i zabawną, a takiej mi właśnie na przerwę świąteczną potrzeba.

- "Wojna polsko ruska pod flagą biało-czerwoną" - Dorota Masłowska - w ramach 'ogarniania' współczesnej literatury na maturę z polskiego.

- "Hrabina. Tragiczna historia Elżbiety Batory" - Rebecca Johns - to też w ramach historii, a tak poza tym to ma piękną okładkę, taką delikatną i tajemniczą.

- "Dobranoc, Panie Holmes" - C. Nelson Douglas - Dlaczego?? Im więcej Sherlocka tym lepiej.

- "Dzień dobry, Irene" - C. Nelson Douglas - przez przypadek wzięłam drugą część najpierw, a potem dopożyczyłam pierwszą.

Reszta, tak z grubsza ;)
Także od góry:

- "Pretty Little Liars. Bez skazy" - Sara Shepard - drugi tom, tak jak poprzedni mam nadzieję, że będzie łątwą i szybką do przeczytania książką.

- "Wybrani" - C. J. Daugherty - cóż każda nowość jest u mnie mile widziana.

- "Tatiana i Aleksander" - Paullina Simons - już nie mogę się doczekać, po pierwszej fenomenalnej części mam wielkie oczekiwania, choć coś mi się wydaje, że będzie ciężko przebrnąć przez początek, ponieważ jest tam plątanina retrospekcji.

- "Starcie królów" - George R. R. Martin - jedna z pozycji, z których się najbardziej cieszę, bo od dawna chciałam kontynuować podróż po Westeros, I na dodatek będę mogła pooglądać serial, za którym o dziwo się stęskniłam ;)

- "Jane Eyre. Autobiografia" - Charlotte Bronte - jak wspominałam w poprzednim poście, kolejne podejście, tym razem mam nadzieję, ze owocne.

Tutaj książki z własnej biblioteczki i lektury do nadrobienia
- "Złoty kompas" - Philip Pullman - ze względu na zimową atmosferę oraz to, że od bardzo dawna leży na półce i się kurzy.

- "Sztukmistrz z Lublina" - Isaac Bashevis Singer - w ramach wyzwania Grunt to okładka.

-  "Pan Tadeusz" - Adam Mickiewicz - po prostu trzeba to znać, bezkompromisowo.

- "Lilka" - już była, ale nadal ją czytam i na razie bardzo mi się podoba.

niedziela, 7 grudnia 2014

Aktualnie czytam, choć mało czytam

     Taka prawda, ostatnio książki czytam najczęściej w autobusach, na przystankach, myjąc zęby i susząc włosy. Więc nie za dużo tego czasu w ciągu dnia się znajduje. Ale jednak coś tam się czyta ...


1. "Na końcu tęczy" ("Love, Rosie") - Cecelia Ahern - kupiłam tę książkę jeszcze we wrześniu ze względu na zwiastun filmu, który bardzo mi się spodobał, jednak dopiero niedawno po nią sięgnęłam. Początkowo bardzo mi się podobało i czytałam w każdej wolnej chwili, ale teraz mam wrażenie, że trochę przeciąga się akcja i mogłaby nieco przyspieszyć. Co nie zmienia faktu, że z niecierpliwością czekam na rozwiązanie powieści.

Opis: "Czasem przeznaczenie nie przestaje się mieszać w czyjeś życie…
Jako psotne dzieci i buntowniczy nastolatkowie, Rosie i Alex trwali przy sobie na dobre i na złe. Ledwie jednak zaczęli poznawać uroki nocnych wypadów na miasto i ból porażek miłosnych, zostali rozdzieleni. Rodzina Alexa przeprowadziła się z Dublina do Ameryki i Alex pojechał z nimi - na dobre.
Rosie czuje się zagubiona bez swego przyjaciela, ale w przeddzień jej wyjazdu do Alexa, do Bostonu, dowiaduje się o czymś, co na zawsze zmieni jej życie… i zatrzyma ją w domu, w Irlandii.
Magiczny związek między Rosie i Alexem pomaga im przetrwać wzloty i upadki, ale żadne z nich nie wie czy przyjaźń wytrzyma lata i tysiące kilometrów rozłąki, a tym bardziej nowe znajomości. Rosie zaś dręczy pytanie: czy było im kiedyś pisane zostać kimś więcej, niż tylko dobrymi przyjaciółmi? Rozdzielały ich nieporozumienia, okoliczności i zwyczajny pech, ale jeśli otrzymają szansę od losu, czy zaryzykują wszystko, w zamian za odnalezienie prawdziwej miłości?
Rosie i Alex przekonują się, że przeznaczenie wcale nie jest zabawą… i że jeszcze z nimi nie skończyło…"

2. "Jane Eyre. Autobiografia" - Charlotte Brontë - podejście nie wiem już które, ale mam nadzieję, że tym razem ostatnie, dzięki długim feriom świątecznym. Chciałabym po jej przeczytaniu obejrzeć ekranizację. Którą polecacie?

Opis: "Brontë opowiada historię młodej dziewczyny, która po stracie obojga rodziców, trafia do domu brata swojej matki. Nie potrafi jednak obudzić uczuć u ciotki, która – gdy tylko nadarza się okazja – pozbywa się dziewczynki, wysyłając ją do szkoły dla sierot, słynącej z surowego rygoru. Jane daje sobie jednak radę, zdobywa wykształcenie i wreszcie znajduje pracę jako guwernantka, w domu Edwarda Rochestera, samotnie wychowującego przysposobioną córkę. Wydawałoby się, że tu wreszcie znajdzie prawdziwe szczęście. Jednak los upomni się zadośćuczynienia za winy z przeszłości jej ukochanego pana. Jane nocą ucieka szukać swojej własnej drogi…
To jest autobiografia – być może nie w ujęciu nagich faktów i okoliczności, lecz prawdziwego cierpienia i doświadczenia – pisał angielski filozof, George H. Lewes – to właśnie nadaje książce jej urok: dusza przemawia tutaj do duszy; jest to wypowiedź z głębin wewnętrznego zmagania i bólu ducha, który wiele przeszedł.
Jane Eyre to powieść, o której wnet po jej opublikowaniu gazety angielskie pisały codziennie, do tego – niemal w samych superlatywach, a taki publiczny zachwyt nie zdarza się często. Książka Charlotte Brontë rzeczywiście porwała tłumy. Po ponad stu sześćdziesięciu latach nadal pozostaje powieścią kultową i choć epoka wiktoriańska dawno przeminęła, Jane Eyre wciąż żyje w umysłach czytelników. W czym tkwi jej fenomen? Wydaje się, że w wierności samemu życiu. Charlotte Brontë była pisarką, której nigdy nie myliło się ono ze sztuką. Bez względu na epokę, w której człowiek żyje, samotność, tęsknota i cierpienie są zawsze te same i zawsze tak samo przeżywane. Zwłaszcza jeśli jest to samotność wśród ludzi, tęsknota za zwykłym ciepłem drugiego człowieka i cierpienie wynikające z odtrącenia przez innych. Czy działo się to dawno temu, czy działo się wczoraj – trauma odrzucenia pozostaje ta sama, a lekcja miłości do odrobienia. Tymczasem Jane Eyre ukazała tę drogę nie tylko jako możliwą do przezwyciężenia, ale pewną, przykładem własnej osoby ręcząc, że sprawiedliwość istnieje, a cierpienie zostaje wynagrodzone."

3. "Przedwiośnie" - Stefan Żeromski - w sumie na razie nie zaczęłam czytać na dobre, a tylko zerknęłam do środka, choć szybko musi się to zmienić, bo muszę ją przeczytać do wtorku, albo chociaż jej połowę. Mam nadzieję, że nie będzie to nudna lektura. Ktoś może czytał, podobało się??

Opis: "Cezary Baryka szuka swojej tożsamości. Nie wie czy jest Polakiem czy Rosjaninem. Wypadki krwawej rewolucji w Baku, wojna z Rosją 1920 roku, pobyt w szlacheckim majątku w Nawłoci, współpraca z Szymonem Gajowcem i rozmowy z komunistą Antonim Lulkiem mają pomóc bohaterowi w osiągnięciu dojrzałości."







Co czytacie? Lektury nie dają Wam w kość?

wtorek, 2 grudnia 2014

Od podsumowania do podsumowania

   
źródło:
 Nareszcie
, nareszcie! Jeden z najpiękniejszych miesięcy w całym roku i na dodatek ostatni, więc już niedługo będzie można przekreślić wszystko grubą kreską i zacząć od nowa. A zaczynanie od nowa to moja ulubiona gra.

W każdym razie minął już okropny listopad, a był okropny ze względu na pogodę i króki dzień, skumulowane sprawy szkolne (a zwłaszcza wyczerpujący maraton matur) oraz brak czasu na czytanie i małą ilość książek. Aczkolwiek w listopadzie przeczytałam powieść, która od razu stała się jedną z ulubionych, miałam w planie jej recenzję, ale nie mogłam zebrać myśli, także dam sobie jeszcze trochę czasu na uporządkowanie tego co chcę przekazać w recenzji. Mówię to o  "Jeźdźcu miedzianym" Paulliny Simons.

Ogólnie rzecz biorąc w zeszłym miesiącu przeczytałam 3 książki, czyli 1278 stron. Mam nadzieję, że grudzień będzie dla mnie łaskawszy. Poza tym obiecuję poprawę, słowo harcerza! (pomimo, ze nie jestem harcerzem, na pewno będzie lepiej ;))

Miesiąc zaczęłam od tomiku Baczyńskiego, który był po prostu cudowny, smutny, ale zarazem krzepiący i piękny. Potem przyszła kolej na opasłego "Jeźdźca miedzianego", który łamał mi serce co kilka rozdziałów. Po nim leczyłam się końcówką starego, dobrego Hary'ego. Miałam w planach skończenie "Ferdydurke", jednak, dlatego że już w piątek do kin wchodzi "Love, Rosie", chwyciłam wcześniejsze wydanie o tytule "Na końcu tęczy" i nie starczyło mi czasu na skończenie ani jednej ani drugiej ;)


źródło:
Książki:
"Kiedy się miłość śmiercią stała" - K. K. Baczyński
" Jeździec miedziany" - Paullina Simons
"Harry Potter i kamień filozoficzny" - J. K. Rowling

Wyzwania:
52 książki: 3/52 w miesiącu, 40/52 ogółem, 
Z półki: 0
Lista BBC: 0 (Kolejny raz Harry Potter)
Lista wg "Le Monde": 0
Lista "Do przeczytania w 2014": 1 ("Jeździec miedziany")
30 day challenge: 0 

Plany:
- nadrobić lektury do szkoły,
- przeczytać coś w zimowo- świątecznym klimacie,
- doczekać się śniegu,
- nie zamarznąć ;)



poniedziałek, 3 listopada 2014

Ojenyjeny czyli podsumowanie miesiąca

źródło:
     Właśnie uświadomiłam sobie, że jest listopad, czyli już przedostatni miesiąc tego roku, a tak niedawno przecież pisałam o noworocznych postanowieniach. No ale nic, czasu nie zatrzymam a szkoda :/

Jak więc żyło mi się i czytało w październiku? Niezgorzej. Przeczytałam 3 książki, z czego dwie są moimi lekturami (maturka :o), razem dało to piękne i całkiem nieokrągłe 801 stron. 

Wiem, że rzadko jestem obecna na blogu, a już prawie w ogóle w blogosferze i dlatego dziękuję, że nadal tak licznie chcecie czytać moje wynurzenia, zwłaszcza kiedy są to stosiki ;)





Książki przeczytane:
- "Sklepy cynamonowe" - Bruno Schulz
- "Dom Hadesa" - Rick Riordan
- "Proces" - Franz Kafka

Wyzwania:
52 książki: 3/52 w miesiącu, 37/52 ogółem, 
Z półki: 1 ("Proces")
Lista BBC: 0
Lista wg "Le Monde": 1 ("Proces") 
Lista "Do przeczytania w 2014": 0
30 day challenge: 0 

Plany:
- przeżyć.

***

A jak żyje się Wam?

piątek, 31 października 2014

Słowo o Teatrze

   MARYNA
Słucham, co to za wymowa!

POETA
Słowa, słowa, słowa, słowa.

   We wtorek miałam przyjemność być na inscenizacji "Wesela" Stanisława Wyspiańskiego razem z klasą. Spektakl stał się okazją do większego zagłębienia się nad miejscem sztuki w życiu człowieka oraz jakie funkcje w społeczeństwie pełni.
Pomijając fakt, że inscenizacja była dobra z małymi (może z niezbyt małymi) mankamentami, to skłoniła mnie do refleksji, zastanowienia się o co właściwie chodzi, co jest jedną z funkcji sztuki. I może jeszcze taką funkcję pojmuję, ale nie podoba mi się gdy zamiast skłaniać do przemyśleń sztuka zwyczajnie szokuje, w pełni negatywnym wymiarze.

Czemu więc w ogóle piszę o szokowaniu w kontekście dramatu wystawianego w teatrze? Dlatego, że już od dawna zauważyłam, że teatr mojego miasta z niewytłumaczalną wręcz manią wpycha do wszelakiego rodzaju sztuk negliż i sceny podszyte erotyzmem. Mogłoby to jeszcze uchodzić, gdyby w danym utworze odniesienia takowe były, ale najczęściej ich nie ma. Na przykład, czytając "Wesele" nie wychwyciłam momentu 'wyzwolenia' kobiet', albo sceny gwałtu w II akcie. Czy naprawdę to wszystko potrzebne jest do dobrego przedstawienia sztuki? Moim zdaniem nie. Może jestem tradycjonalistką, osobą zakochaną w dawnych epokach, która dobrze bawi się na starej wersji Klubu Kawalerów, ale nie wydaje mi się bym była jedyną osobą z dystansem podchodzącą do uwspółcześniania teatru w takim wymiarze.

Czy nasze teatry nie potrafią już pokazywać piękna w najprostszej formie? Czy po prostu skupiają się na szokowaniu i taniej sensacji? Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, gdyż artysta jest artystą, a każdy artysta ma swoją wizję, nie wiem tylko czy ja chcę taką wizję oglądać.

Czy bezpowrotnie przeminęły czasy, w których teatr zachwycał dobrym scenariuszem, wyśmienitą grą aktorską i czasem nawet uwodził swoją duszną atmosferą?

Wiem, że to sporo pytań i może niektórzy uznają je za błahe lub wręcz bez większej zasadności. Ale jako człowiek młody mam prawo błądzić, prawda? A podobno, kto pyta nie błądzi! ;)

Ukochany teatrze, pokaż piękno, odrzuć przerost formy nad treścią.


***

A co Wy myślicie o teatrze w XXI wieku? Może się mylę i są nadal teatry w "starym stylu"?

niedziela, 26 października 2014

Co sobie poczytuję?

     Dokładnie przed chwilą skończyłam lekturę "Domu Hadesa" autorstwa Rica Riordana i tak sobie pomyślałam, że mogłabym się z Wami podzielić co następnie  będę czytać oraz do jakich przerwanych lektur powrócę. (Recenzja pojawi się pewnie w tym tygodniu, jak poukładam sobie, co o tej części myślę ;))

Tak naprawdę jestem osobą, która czyta wszystko naraz i często się w tym gubi, ale jakoś nie potrafię inaczej funkcjonować. Jednak spośród piętrzącego się stosu obok łóżka wybrałam tylko trzy książki.
źródło:

1. "Parabellum. Prędkość ucieczki" - Remigiusz Mróz - przeczytałam około 1/4 i na razie mi się podoba, jeszcze mnie jakoś szczególnie nie zachwyciła, na co liczę, ale jest przyjemną lekturą.

Opis: "W sierpniu 1939 roku sierżant Bronisław Zaniewski, służący w jednostce stacjonującej pod granicą rumuńską, ma znacznie większy problem niż przejmowanie się doniesieniami o zagrożeniu niemieckim. Tym razem nie tylko zadarł, ale i pobił się ze swym przełożonym, chorążym Chwieduszko. A w wojsku podniesienie ręki na starszego stopniem to nie przelewki...

W tym samym czasie młodszy z braci Zaniewskich, Stanisław, myśli przede wszystkim o własnych zaręczynach. Tylko jak ma powiedzieć ojcu, że jego wybranka jest Żydówką?

Pierwszego września bójki i zaręczyny przestają być ważne.

Powieść Prędkość ucieczki otwiera cykl Parabellum, opisującego niezwykłą tułaczkę obu braci po ogarniętej wojną Europie. Będą walczyć, zabijać, uciekać przed faszystami i bolszewikami, wplątywać się w afery szpiegowskie... Oraz kochać piękne kobiety."


źródło:
2. "Katarzyna Wielka. Gra o władzę" - Ewa Stachniak - tutaj mój staż jest o wiele mniejszy, niecałe 100 stron i muszę przyznać, że mam mocno mieszane uczucia. Niby powieść dobra, ale akcja w niej się prawie w ogóle nie rozwija. Mam nadzieję, że będzie lepiej.

Opis: "Portret jednej z najbardziej bezwzględnych kobiet w historii

Młodziutka, na pozór niewinna księżniczka Katarzyna przybywa na życzenie carycy Elżbiety do Pałacu Zimowego. Zostaje przedstawiona jako kandydatka na żonę Piotra - następcy rosyjskiego tronu. Wybór ten zdecydowanie nie wszystkim przypada do gustu.
Aby przetrwać, musi przyswoić sobie reguły pałacowej gry i pamiętać o jednym: wszyscy oszukują.

Katarzyna Wielka to napisana z ogromnym rozmachem powieść, która pozwala zajrzeć, niczym przez dziurkę od klucza, do komnat i alków Pałacu Zimowego, by odkryć historię przemiany i dochodzenia do władzy jednej z najśmielszych/ najbardziej bezwzględnych kobiet w historii."


3. "Lilka. Wspomnienia o Marii Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej" - Mariola Pryzwan - wzięłam ją z półki wczoraj wieczorem, ponieważ ostatnio na lekcjach polskiego mówimy o poetach dwudziestolecia międzywojennego i skoro mam w zbiorze książkę poświęconą jednej z najważniejszych postaci tego okresu, stwierdziłam, że warto sprawdzić co w sobie skrywa. Jak dotąd przeczytała zaledwie 30 stron, ale już bardzo mi się podoba i czuję, że będzie tak do końca lektury.

Opis: "Książka poświęcona jednej z najwybitniejszych polskich poetek - Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej (1891-1945). Ta poetka, dramatopisarka i malarka pochodziła ze słynnego rodu Kossaków. Była wnuczką Juliusza, córką Wojciecha, siostrą Jerzego i Magdaleny, piszącej pod pseudonimem Samozwaniec.
Ze wspomnień i listów zebranych w tomie Lilka wyłania się postać kobiety wrażliwej, egzaltowanej, trochę egoistycznej i niezwykle utalentowanej. Kobiety żyjącej miłością i dla miłości. W książce znajdują się wspomnienia m.in. Magdaleny Samozwaniec, Ireny Krzywickiej, Beaty Obertyńskiej, Jarosława Iwaszkiewicza i Antoniego Słonimskiego. Są także, odnalezione w materiałach poświęconych Magdalenie Samozwaniec, nieznane wspomnienia ostatniego męża poetki - Stefana Jerzego Jasnorzewskiego.
Barwną opowieść o wielkiej damie poezji polskiej uzupełniają publikowane po raz pierwszy fotografie, dokumenty i akwarele."

* Jak mija weekend??